Wróciłam dziś później do domu i uznałam, że nie mam chęci na nic ciężkiego, więc przygotowałam na wieczór sałatkę. Jak to u mnie bywa, wykorzystałam to, co miałam akurat w lodówce i wyszło mi to, całkiem smaczne cudo:-)
SKŁADNIKI:
- Mozarella 125g
- 1/3 mieszanki sałatowej z Lidla (cykoria endywia, sałata fryzyjska, burak czerwony)
- 1 papryka pomarańczowa
- 1 pomidor
- 1 awokado
- Kilka dużych oliwek czarnych/zielonych
- 2 pomidory suszone z oleju pokrojone na cząstki
- Ziarna słonecznika
- Oliwa z oliwek z bazylią
- Trochę grubego szczypiorku
- Świeżo zmielony kolorowy pieprz
Oliwy nie dodałam dużo, ze względu na obecność awokado. Uznałam jednak, że może być trochę za sucho, dlatego postanowiłam jej użyć. Z przypraw tylko pieprz, choć może nawet ten krok można pominąć. Zwykle komponuje tak sałatki, żeby nie trzeba było ich specjalnie przyprawiać.
EDIT: Polecam zjeść tego samego dnia, którego została przygotowana. W zasadzie, to zwykle warto spożywać takie sałatki na świeżo :-) Po całej nocy w lodówce, pozostałość już nie była taka smaczna. Brak jej było świeżości i lekkości, jaką wykazywała dnia pierwszego :-/
EDIT: Polecam zjeść tego samego dnia, którego została przygotowana. W zasadzie, to zwykle warto spożywać takie sałatki na świeżo :-) Po całej nocy w lodówce, pozostałość już nie była taka smaczna. Brak jej było świeżości i lekkości, jaką wykazywała dnia pierwszego :-/
Smacznego:-)
Mysza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz