środa, 27 lutego 2013

Indios Bravos - reggae jest w sercu mym;-)

W poprzednią sobotę wybrałam się z koleżankami na koncert zespołu, który najmłodszy już nie jest, jednak ja słucham go dopiero od kilku lat. Twórczość zespołu mocno przebrzmiewa klimatem reggae   (mieszanka reggae, rocka i bluesa), a do tego założycielem zespołu jest tak naprawdę Piotr Banach, założyciel także mojego ukochanego Hey. Z powyższych powodów, moja wcześniejsza nieznajomość twórczości Indios Bravos  dziwi mnie niezmiernie:-) Jeśli jeszcze tego nie wiecie, to życia bez muzyki sobie nie wyobrażam i towarzyszy mi ona każdego dnia...w domu, w pracy, w drodze do pracy też. Mam wrażenie, że wciąż czegoś słucham i co jakiś czas odkrywam coś nowego.

Gutek z daleka:-)
Uwielbiam reggae, w jego każdej formie. Jestem nawet (tak, ja-stara baba) fanką Kamila Bednarka, który ma świetny głos i wprowadza niezły klimat na koncertach. Byłam całkiem niedawno, dlatego mogę powiedzieć z czystym sumieniem :-) Ale dziś nie o tym…:P

poniedziałek, 25 lutego 2013

Muszę więcej jeść!

Napisałam parę dni temu post na temat odżywiania i sama jeszcze raz przeanalizowałam moją bieżącą dietę. Niestety, wnioski wcale nie były takie zadowalające:-P Do tego użyłam mojego przyjaciela centymetra i okazało się, że w kilku miejscach jakiś centymetr doszedł. Na pierwszy rzut oka, nie widać nic, ale wiadomo...centymetr potrafi zmobilizować, on nie kłamie :-P No cóż, okazuje się, że także mi przydałoby się co jakiś czas weryfikować spożywane posiłki:-)

www.everystockphoto.com
Nie wiem, czy ma to związek z zimą, z pewnym zwolnieniem tempa,czy rozleniwieniem, ale ewidentnie ostatnio mniej jem, co właśnie wpływa na braki w składnikach odżywczych (głównie białka i tłuszczów). Nie lubię zimy - jest zimna i nudna i zwykle już pod koniec czuję, że życia we mnie jakby trochę mniej...Dlatego niecierpliwie czekam na wiosnę, a tymczasem ogarnę się nieco i zacznę wdrażać swój plan:-)


sobota, 23 lutego 2013

Dlaczego warto jeść - kilka słów o mojej diecie:-) cz.3

To już naprawdę końcówka, ale chciałam jeszcze coś pokazać-)



MOJE ŚNIADANIA DO PRACY

Poniżej kilka przykładów moich śniadań do pracy-może kogoś choć lekko zainspiruję.  Oczywiście to tylko kilka przykładów, bo nie mam zestawu zdjęć wszystkich swoich śniadań. O tym, jak wygląda mój przykładowy jadłospis, mogę napisać oddzielny post, bo ten i tak już mi wyszedł za długi:-)

Sałatka z kurczakiem

Dlaczego warto jeść - kilka słów o mojej diecie:-) cz. 2

Dlaczego nasz organizm potrzebuje WSZYSTKICH składników?
Odpowiedź jest prosta.

Białko jest podstawowym  budulcem naszego organizmu i potrzebujemy go w każdym posiłku. Ciężko jest przesadzić z jego ilością, gdyż produkty bogate w białko są bardzo syte. Dlatego też raczej grozi nam niedobór tego składnika, niż jego nadmiar. To składnik, na który zwróciłabym baczniejszą uwagę, szczególnie, gdy ćwiczymy. Wybierajmy zatem mięso, jaja, ryby, a nie słodkie jogurciki i różnorodne gotowe twarożki, w których ilość białka jest znikoma. Osobiście, kiedy ciężko mi  ciągu dnia zjeść odpowiednią dawkę, stosuję odżywkę białkową, jako uzupełnienie. Polecam ten sposób, choć pamiętajmy, że naturalne produkty działają na nas korzystniej.

piątek, 22 lutego 2013

Dlaczego warto jeść - kilka słów o mojej diecie:-) cz.1

Zmobilizowana przez koleżankę z pracy, postanowiłam napisać słów parę o tym, co jem i dlaczego nie warto ograniczać jedzenia, tylko należy je odpowiednio dobrać. Stwierdzenie „jesteś tym, co jesz” jest niewątpliwie bardzo trafne, co nie oznacza jednak, że mamy się tak bardzo skupiać na jedzeniu, że braknie nam czasu i chęci na inne piękne rzeczy, które mam jeszcze do zrobienia. Chciałabym zatem, napisać w miarę zwięźle(to nie będzie łatwe) o ogólnych zasadach, jakie stosuję i które wdrożyłam w życie na zawsze. A w skrócie, po prostu chcę opowiedzieć o tym, jak jeść, żeby nie zwariować:-) 

Sama przez wiele lat żyłam w nieświadomości i wydawało mi się, że jem „w miarę zdrowo”, pomijając jedynie miłość do słodyczy(taaaki drobiazg…:-P), jednak okazało się, że nie do końca mojemu zdrowiu i mojej sylwetce to służy. Pracę od paru dobrych lat mam siedząca, na ruch tutaj zatem liczyć nie mogę, do tego jedzenie bywało byle jakie. I o te „bylejakość" tak naprawdę chodzi. Zaczęłam się ruszać trochę wcześniej, ale do lepszego odżywiania musiałam dojrzeć…czasem tak bywa.

wtorek, 19 lutego 2013

Mały tuning kremu i nowy tonik z glukonolaktonem 15%

Dziś lekko kosmetycznie-alchemicznie. Jakoś ostatnio czas mi się coraz bardziej kurczy i kombinuję, kiedy znaleźć czas na jakiś ciekawy wpis:-P Niestety zostały odwołane moje ulubione zajęcia ze sztangą, więc zostałam w domu, by nieco ogarnąć kąty i trochę się pouczyć:-) Jak widać i brak zajęć ma swoje plusy. Zrobiłam za to burpees(dziś 36) i ABS. Przy okazji pomyślałam, że napiszę o dwóch dobrociach, które przygotowałam już kilka dni temu. Jednak w związku z tym, że w pielęgnacji są one ostatnio dla mnie teraz dość ważne, uważam, że warto o nich wspomnieć..:-) Skończył mi się mój cudowny tonik na noc i krem na dzień, zatem czekając na małe zamówienie z e-naturalne(m. in .z bazą kremową bez gliceryny, o której przeczytałam u  ITALIANY), a dbać o siebie trzeba, więc chwilowo, postanowiłam wyczarować coś z tego, co mam w domu. Nie robiłam żadnych cudów, ale być może są osoby, które także cenią swój cenny czas i lubią rzeczy proste i konkretne...

Naprawdę dużym ułatwieniem w przygotowywaniu kosmetyków, jest posiadanie wagi jubilerskiej. Możemy po prostu dosypywać/dolewać wszystko do jednego naczynia, nie bawiąc się w odmierzanie. Tylko wodę/hydrolat odmierzam zazwyczaj w ml, bo jest wygodniej(zlewka, lub strzykawka). Mam od niedawna nową zlewkę i pewnie częściej będę z niej korzystała, bo używanie strzykawek jest w miarę wygodne,ale szkło, to szkło;) Moja moja kuchnia czasem wygląda, jak kuchnia narkomana albo lekomana…proszki, płyny, strzykawki…;P Czasem po prostu, jak w laboratorium…tylko na razie nic nie wybucha;)

Waga jubilerska - koszt najzwyklejszej już od ok. 20 PLN

TONIK Z GLUKONOLAKTONEM 15%

czwartek, 14 lutego 2013

10 dni z burpees - co nas nie zabije, to nas wzmocni:-)

Tak, 10 dni z WYZWANIEM BURPEES za mną :-) Niby nie tak dużo, ale tak naprawdę, jestem na półmetku. To tylko 10 dni, a ja już czuję, że jest ciężko. Tak, porwałam się chyba z motyką na słońce..., jednak skoro już zaczęłam, to wytrwam. Cóż to byłoby za wyzwanie, gdyby było zbyt łatwe i nie wymagało od nas megawysiłku!

Zasadniczo, uważam, że jestem w dobrej formie. Jednak okazało się, że skoro nie robię burpees za często - rzekłabym, że baaardzo rzadko się pojawiają na zajęciach w moim klubie, a w domu może kilka razy mi się zdarzyło w ciągu ostatniego roku. Zatem powiedzmy sobie szczerze...mój organizm tak naprawdę nie wiedział, co to porządna porcja burpees :-P Cuda na patyku robię, bez kropli potu czasem, ale tego nie i efekt poznałam na własnej skórze. Widzę teraz, że to był najwyższy czas, żeby zacząć. Nie wiem jednak, czy był to dobry pomysł, żeby od razu porywać się na program dla zaawansowanych..., czyli codziennie 3 burpees więcej. Zaczęłam od 3, dziś było 30...Wierzcie lub nie, ale moje serce biło z prędkością światła:-)

Im dłużej wykonuję to ćwiczenie, a nawet rzekłabym krótki zestaw ćwiczeń, tym bardziej nasuwa mi się myśl, jakże ciekawe i skuteczne to narzędzie. Zupełnie nie wiem, dlaczego wcześniej sobie tego nie uświadomiłam i co najgorsze, nie doceniłam. 

wtorek, 12 lutego 2013

Zawijasy skąpane w pieczarkach i soczewicy:-P

Czasami przypadkowo, z nagłej potrzeby, powstaje nowy pomysł, który okazuje się trafiony. Dotyczy to w zasadzie każdej dziedziny, a u mnie dziś ma związek z moja obiado-kolacją.

Miałam w domu zawijaski wieprzowe z ogórkiem i cebulką...jakoś same były takie smutne...zaczęłam się więc zastanawiać, co tez mam w domu i jakie im mogę zapewnić towarzystwo. Świeżych, pasujących mi do obiadu warzyw brak, więc cóż zostało...pieczarki i czerwona soczewica :-) Przydałaby się jeszcze cebula, ale skoro nie było, spróbowałam bez...w sumie jest trochę zawinięte w mięsku;P

Wrzuciłam pieczarki do garnka, podlałam lekko wodą, troche soli, pieprzu, pietruszki, której używam ostatnio do wszystkiego :-) Kiedy pieczarki już zmiękły, wrzuciłam owe 2 zawijasy i kilka łyżek czerwonej soczewicy. Nie namaczałam jej nawet. Ta pomarańczowa odmiana jest bardzo drobna i w moment mięknie...więc to kolejny przyspieszacz w przygotowywaniu posiłków. Do tego jest smaczniejsza niż zielona...., choć to oczywiście kwestia gustu. Ja ją bardziej lubię ;)

niedziela, 10 lutego 2013

Niedzielne obiady ze szpinakiem

Przygotowując dzisiejszy obiad, zdałam sobie sprawę, że kolejna niedziela będzie ze szpinakiem. Może zrobię z tego jakąś tradycję, kto wie...:-). Chciałam Wam przedstawić na szybko dwa obiady z zawartością owego szpinaku. Oba dania są proste, ale i pożywne, jak to u mnie, dlatego właśnie  pomyślałam, że komuś może się to przydać, jeśli denerwuje się , że długo siedzi  kuchni i marnuje ten bezcenny niedzielny czas.

MAKARON Z KURCZAKIEM W SZPINAKU


piątek, 8 lutego 2013

Piątkowe zakupy w Rossmannie

Dzisiaj, przed zajęciami na uczelni, wybrałam się na szybko do Rossmanna. Miałam zakupić chyba 4 rzeczy, jakoś wyszło mi trochę więcej...po kobiecemu:-)Tak w skrócie tylko opowiem, co zakupiłam i co ewentualnie chciałabym z tym zrobić. Kilka jest nowych drobiazgów, więc mam co do nich pewne oczekiwania, które mam nadzieję się spełnią. Zasadniczą część stanowią kosmetyki, jednak kupiłam także kilka innych gadżetów i oto one.

Na pierwszy rzut rzeczy kosmetyczne różnej maści:
  1. Babydream Fur Mama - balsam do kąpieli - używam zamiast żelu pod prysznic...Stosując go czuje się trochę, jak Kleopatra kąpiąca się w mleku, jakoś przyjemnie i pachnąco się robi. 9.99PLN
  2. Szampon Hipp - zakupiłam po raz pierwszy, szukając czegoś bez SLS, ale dobrze myjącego. Oliwkę tej firmy uwielbiam, wiec pomyślałam, że pójdę za ciosem i sprawdzę. Myję włosy często żelem Facelle, jednak co parę dni muszę umyć innym szamponem, bo włosy robią się jakieś dziwne i nienaturalne. 9.99PLN

środa, 6 lutego 2013

Wyzwanie na luty 2013!

W związku z tym, że ostatnio jakoś nie mam żadnych specjalnych celów treningowych  i moje życie stało się jakieś monotonne w kwestii ćwiczeń, postanowiłam wdrożyć jakieś WYZWANIE.  W klubie jestem 3-4 razy w tygodniu i pomimo satysfakcji po treningach, jakoś brakuje mi ogólnej motywacji i zadowolenia z tego, co robię. Z jednej strony to dobrze, że zajęcia na sali, czy siłownia stały się moja  rutyną, bo dzięki temu nie odpuszczam za często treningów i czuje się wciąż w formie. Jednak odczuwam to właśnie nieco, jako rutynę… a to słowo jakoś pozytywnie mi nie brzmi.

A zatem, inspirując się częściowo POMYSŁEM Z TEGO BLOGA, wdrożyłam wczoraj Burpees Challenge na najbliższe 20 dni. Wiem, że dziewczyny zaczęły w styczniu, jednak pomyślałam, że nie jest ważne kiedy, ważne CO. A wydaje mi się, że to całkiem fajny pomysł, więc czemu się nie sprawdzić? Wybrałam zestaw dla zaawansowanych, mam nadzieje, że nie polegnę.Codziennie dokłada się po 3 powtórzenia, zatem od 3 w dzień 1 , aż do 60 w ostatni...:-) Szczerze mówiąc, to zastanawia mnie, jak zrobię 60 burpees(jakoś na co dzień ich nie robię) i ile mi to może zająć czasu. Mam jeszcze jednak „parę dni”, więc nie będę martwiła się na zapas ;P

poniedziałek, 4 lutego 2013

Tonik do skóry problemowej

Zaczęłam stosować swój tonik z glukonolaktonem dwa tygodnie temu, więc nie mogę się do końca wiarygodnie wypowiedzieć na temat jego działania. Podejrzewam, że będę chciała mówić o efektach za ok. 2 miesiące. Widzę, że tonik na moja skórę ma dobry wpływ, nic mi nie wyskakuje, skóra robi się miękka i nawilżona. Wydaje się też być gładsza. Nie chciałabym jednak chwalić czegoś  co używam tak krótko, wiec wstrzymam się z achami i ochami do odpowiedniego momentu. Czasami początkowe zachwyty, wcale nie generują powalających efektów...;P Jeśli chcecie poczytać o samym glukonolaktonie odsyłam Was TUTAJ.
 
Moje cudeńko:-)

piątek, 1 lutego 2013

Robimy galaretkę z kurczakiem:-)

Dzisiaj na szybko, jeden z moich posiłków do pracy, mianowicie galaretka z kurczakiem i warzywami.
Ten mój domowy twór może nie jest idealny, za to jest smaczny, zdrowy i pożywny:-) Nie szukałam tak naprawdę nigdy przepisu na niego...po prostu pamiętałam galarety z domu i przyszło mi do głowy, że można ten pomysł wykorzystać.

Szału nie ma, ale mi się podoba:-)
Jak to zwykle bywa z jedzeniem, wersje mogą być różne. Ja przedstawię przykładową, może jedną z prostszych...w każdym razie moją;) Pokażę, jak ja to robię na szybko, jako posiłek do pracy. Jednak jeśli ktoś ma chęć, to może oczywiście użyć rosołu jako bazy, warzyw z rosołu i mięsa z rosołu, może sobie ugotować nóżki wieprzowe(pewnie byłoby zdrowie, ale ja nie lubię) albo przygotować wywar w jakikolwiek znany mu i wygodny dla niego sposób.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...