piątek, 22 lutego 2013

Dlaczego warto jeść - kilka słów o mojej diecie:-) cz.1

Zmobilizowana przez koleżankę z pracy, postanowiłam napisać słów parę o tym, co jem i dlaczego nie warto ograniczać jedzenia, tylko należy je odpowiednio dobrać. Stwierdzenie „jesteś tym, co jesz” jest niewątpliwie bardzo trafne, co nie oznacza jednak, że mamy się tak bardzo skupiać na jedzeniu, że braknie nam czasu i chęci na inne piękne rzeczy, które mam jeszcze do zrobienia. Chciałabym zatem, napisać w miarę zwięźle(to nie będzie łatwe) o ogólnych zasadach, jakie stosuję i które wdrożyłam w życie na zawsze. A w skrócie, po prostu chcę opowiedzieć o tym, jak jeść, żeby nie zwariować:-) 

Sama przez wiele lat żyłam w nieświadomości i wydawało mi się, że jem „w miarę zdrowo”, pomijając jedynie miłość do słodyczy(taaaki drobiazg…:-P), jednak okazało się, że nie do końca mojemu zdrowiu i mojej sylwetce to służy. Pracę od paru dobrych lat mam siedząca, na ruch tutaj zatem liczyć nie mogę, do tego jedzenie bywało byle jakie. I o te „bylejakość" tak naprawdę chodzi. Zaczęłam się ruszać trochę wcześniej, ale do lepszego odżywiania musiałam dojrzeć…czasem tak bywa.



Oto kilka moich wniosków, może się przydadzą, może nie...W każdym razie u mnie to podziałało na tyle, że czuje się dobrze, podobam się sobie i wcale nie czuje jakiegoś obciążenia wynikającego z diety. Nie muszę o tym jakoś specjalnie myśleć, gdyż po prostu jedzenie jest częścią mojego sposobu życia. Nie jestem święta, czasem zjem za mało, czasem za dużo(to rzadziej), czasem zjem na mieście coś mniej zdrowego albo poczęstuję się imieninowym kawałkiem ciasta w pracy...jestem tylko człowiekiem i nic, co ludzkie nie jest mi obce;-) Ba, zasadniczo nawet lubię robić ciasta(w ogóle lubię kuchnię), więc jeśli jest tylko jakaś świąteczna, czy urodzinowa okazja, bardzo chętnie to robię i podobno nieźle mi wychodzi:-). Fakt, że zjadam z tego niewiele, wcale mi nie przeszkadza. Jednak spróbować muszę zawsze. 

Nie uważam zatem, by bycie jakimś ortodoksyjnym w kwestii odżywiania miało większy sens. Wszystkie takie skrajne podejścia, co łatwo możemy zauważyć na przykładzie wszelakich ograniczonych diet, szybko prowadzą do powrotu na starą drogę i do ponownych marzeń o słodkich bułkach, czy batonach :-P Jeśli na co dzień odżywiamy się prawidłowo, to chwilowe odstępstwo nikogo nie zabije, jednak pamiętajmy o tym, żeby te odstępstwa nie były 3 razy w tygodniu, bo wtedy z naszej zgrabnej sylwetki i dobrego samopoczucia nici:. Nie zachęcam w tym momencie do jedzenia słodyczy, czy fast foodów. Generalnie, jeśli odżywiamy się prawidłowo, to wcale nie mamy aż tylu zachcianek na te niezdrowe produkty:-) Poniżej napiszę, co polecam, na swoim własnym doświadczeniu, jednak nie jestem wykwalifikowanym dietetykiem, do tego nie wiem, jaki odbiorca przeczyta mój post, dlatego moje rady nie będą uniwersalne. Sprawdzą się na większości, to na pewno:-)

ILOŚĆ I OBJĘTOŚĆ POSIŁKÓW 

Pierwszą istotną, jest sprawa ilości jedzenia, która często jest bagatelizowana. Z niewiadomych przyczyn (a może na drodze prostych skojarzeń), kobiety często zaniżają swoje zapotrzebowanie kaloryczne, myśląc, że ograniczając same kalorie schudną i zachowają zgrabna sylwetkę. Nie mogę się zgodzić z kimś, kto poleca diety 800, czy 1000 kcal, bo to po prostu nieracjonalne z punktu widzenia funkcjonowania organizmu. Dla niego jest to głodówka, co oznacza, że zamiast gubić tłuszcz, będzie go gromadził "na wszelki wypadek". Pamiętajmy bowiem, że proces chudnięcia, powinien być procesem redukcji tkanki tłuszczowej, a nie po prostu masy ciała. Nie chcemy przecież gubić cennych mięśni, które tak naprawdę nakręcają nasz metabolizm, a zostać chudymi tłuścioszkami, które mimo pozornie szczupłej sylwetki, mają duży % tkanki tłuszczowej:-)

Osobiście staram się jeść co najmniej 1600-1800 kcal dziennie, a w okresach intensywniejszych treningów próbuję przebić ponad 2000 kcal(czasem mnie nawiedza). To jest statystyka, bo tak naprawdę, to od dawna już tego nie liczę...Kiedy jednak jeszcze to robiłam, to okazywało się, że miałam tak złe przyzwyczajenia, że ciężko było mi tyle zjeść. Musiałam kombinować, pilnować, dokładać...jakoś się udało, ale wcale to nie było takie proste. Ludziom często wydaje się, że jedzą za dużo, a okazuje się, że baaardzo często jedzą za mało...i do tego niedobre dla nas produkty.

www.everystockphoto.com

Jeśli ktoś chce, choćby z ciekawości, spróbować przeprowadzić taki test, ile dziennie je, to polecam zapisywać chociażby przez tydzień dzienniku dietetycznym, ile i jakich produktów je. Ja korzystałam z TEGO i z TEGO. Osobom, które nie są sportowcami, nie polecam robić tego na dłuższą metę. Chyba ze komuś mocno zależy na wyśrubowanych. celach treningowych. A jeśli nie, to taki test powie nam po prostu, czy jemy odpowiednią dzienną dawkę kalorii, gdyż często tak naprawdę tego nie wiemy. Jeśli macie  wagę kuchenna, to tym lepiej, gdyż po sobie wiem, że często ciężko ocenić, ile waży nasza porcja kurczaka, czy płatków owsianych. 

Dodatkowo, jeżeli chcemy policzyć profesjonalnie zapotrzebowanie kaloryczne, to polecam TEN WPIS. W celu dodatkowego zaspokojenia naszej ciekawości, sprawdzimy, jakie jest nasze podstawowe zapotrzebowanie i jak ono się zwiększa wraz ze zwiększeniem aktywności.
Moim skromnym zdaniem, często intuicyjnie jesteśmy w stanie ocenić, ile powinniśmy zjeść w danym posiłku, żeby nie chodzić głodnym. Większości osób nie polecam liczenia codziennie kalorii i zawartości procentowej podstawowych składników odżywczych. Pomimo tego, iż daje to miarodajną informację, to zwykle szybko zniechęca i powoduje, ze wracamy do starych nawyków. Polecałabym jednak zwracanie uwagi na to, co jemy i na ilość, i na regularność posiłków. W większości przypadków to wystarczy. Zatem 5-6 odpowiednio skomponowanych posiłków, co ok. 3 godziny powinno nas zmobilizować do tego, żeby i tak zjeść odpowiednią dzienną porcję, aby zaspokoić potrzeby organizmu. O tym, co w tych posiłkach jeść, a może bardziej, co ja jem i mi służy...napiszę poniżej:-)

JAKOŚĆ  I ZAWARTOŚĆ POSIŁKÓW 

Podstawowa zasada, to taka, że każdy posiłek powinien składać się z 3 składników: białka, tłuszczów i węglowodanów (tzw. BTW). Owo BTW jest często opisywane, w jakich proporcjach jest najkorzystniejsze przy danej aktywności. Dla mnie jednak najważniejsze jest, by żadnego z tych składników nie pomijać w posiłkach. Jedyny wyjątek, jaki stosuje, to nie jedzenie węgli na noc - szczególnie w dni nietreningowe. Zwykle stosuję posiłek białkowo-tłuszczowy i jakoś mi z tym dobrze. Czasem jem też np. sam twaróg, czy odżywkę białkową- w każdym razie węglowodanów na noc nie lubię. Mam wrażenie, że mi to nie służy, więc unikam. Przyzwyczajenie zostało mi po redukcji, ale w sumie wcale mi to nie przeszkadza. Nie jestem typem ektomorfika, który spali szybko wszystko, co w siebie wrzuci, wręcz przeciwnie, zatem uważam, ze teoria z brakiem węglowodanów na noc, jest całkiem słuszna.

www.everystockphoto.com

W skład posiłku powinny wchodzić 3 podstawowe składniki, czyli  białka, tłuszcze i węglowodany, które są niezbędnymi składnikami każdej diety. Ilość węglowodanów można nieco ograniczyć, jednak nie polecam ich eliminowania, czy pozostawiania zupełnego minimum. Są one na tyle okropne, że kiedy zaczniemy je później jeść, nasze komórki tłuszczowe ucieszą się zapewne i znów wypełnią po brzegi. Jest to zresztą jedna z przyczyn efektu jojo. Zatem żadne drastyczne cięcie kalorii i żadne drastyczne cięcie węglowodanów wykluczmy, jeśli chcemy na zawsze coś zmienić w naszym życiu, a nie stosować coraz to nowe diety przez cały okres jego trwania. Do każdego posiłku dodajmy warzywa, ewentualnie owoc i mamy komplet:-)

Zapraszam do części 2:-)
Mysza

2 komentarze:

  1. Pamiętam, że kiedy zaczynałam "porządnie jeść" ilości jedzenia, które miałam zaplanowane przy 1800kcal były nie do przeskoczenia przy dotychczasowej diecie. Pomagałam sobie tym, że gdy nie mogłam dobić kalorycznie do wyznaczonego progu wypijałam dwie łyżki oleju ;) Teraz mój metabolizm tak szaleje, że boje się wyjść z domu na 2h, bo od razu robię się głodna. I to w tym wszystkim najardziej przeszkadza - ciągły wilczy głód :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę każdemu takiego uczucia - jedzenia ogromnych ilości i jednoczesnego spalania, coś niesamowitego ;))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...