niedziela, 23 lutego 2014

40 dni bez kupowania kosmetyków - kilka przemyśleń na temat kosmetyków :-)

Witajcie :-)
Nie jestem maniaczką kupowania kosmetyków i od kilku lat dużo bardziej zwracam uwagę, co kupuje i co kładę na twarz (przede wszystkim), włosy i resztę ciała. Ograniczyłam w dużym stopniu zbędne zakupy, jednak czasem miewam okresy, w których kupie to i owo, choć wcale nie jest to mi w danym momencie niezbędne. Myślę, że jest to bardzo kobiece zachowanie i mimo dużej zmiany w podejściu do zakupów kosmetycznych, co jakiś czas ulegam jakiejś swojej zachciance :-)

Z tego właśnie powodu, kiedy natknęłam się na informację o wyzwaniu Naomi, postanowiłam do niego dołączyć. Link do wyzwania poniżej, może ktoś jeszcze się dołączy :-)

Podejmij wyzwanie. Przez 40 dni nie kupuję kosmetyków!


Prawdopodobnie, nie będę miała problemu z ograniczeniem zakupów do zera, jednak z ciekawości, chciałam sprawdzić, czy nie będę odczuwała jednak tego ograniczenia. Nie wiem, co się ze mną stało, ale ostatnio, będąc w markecie, czy po prostu w drogerii, potrafię zakupić choćby jakąś pierdółkę, choćby " na zaś" więc uznałam, że będzie to może dobry sposób, by jednak się tego oduczyć :-P

Znam bardzo wiele kobiet, które wydają duże kwoty na kosmetyki, nie kontrolując tego zupełnie. Co gorsza, wcale nie zawsze są to kosmetyki, które im tak naprawdę służą, więc tym bardziej uważam to za bezsensowne. Powodów takich zachowań może być co najmniej kilka. Ja poniżej napiszę, dlaczego zaczęłam kupować kosmetyków mniej, wydawać na nie mniej pieniędzy, a i tak mam kosmetyki dużo bardziej służące mojej skórze i włosom. Punkty będą się przeplatały i wiązały ze sobą, jednak nie chcę tego pisać w jednej wielkiej masie, żeby przesłanie było bardziej wyraziste. Dla niektórych mogą być to oczywistości, dla innych nowości. Wszystko zależy od naszej świadomości :-)

  • POZNAJMY DOBRZE NASZĄ SKÓRĘ I WŁOSY
    Spróbujmy dobrze poznać najpierw nasz typ skóry, włosów, zanim zużyjemy do nich tonę kosmetyków, które tak naprawdę się do nich nie nadają. W internecie jest masa miejsc, które mogą nam pomóc tj. fora (urodowe, kosmetyczne, dermatologiczne), blogi i inne strony dotyczące pielęgnacji. Osobiście zauważyłam, że porady w gazetach, na dużych portalach bywają bardzo ogólne. bardziej do mnie przemawiają szczegółowe opisy na blogach, czy na forach np. wizaz.pl.  W każdym razie, przystańmy chociaż i zastanówmy się, jaka jest i jakie potrzeby ma nasze ciało (cera, skóra reszty ciała, włosy) i dopiero świadomie dobierajmy kosmetyki.

  • CZYTAJMY SKŁADY KOSMETYKÓW
    To podstawa, która pozwoli nam uniknąć wielu błędów. Po pierwsze, kupimy to, co lubi nasza skóra i możemy łatwo uniknąć składników, które jej szkodzą. (trzeba je najpierw zlokalizować, czytając składy). Ja zwracam uwagę na ilość składników (im mniej, tym lepiej), na ich kolejność (im bliżej początku, tym większe stężenie w kosmetyku) oraz na same składniki. - unikam sztucznych, chemicznych dodatków. Dużą zmiana , było dla mnie rozpoczęcie używania kosmetyków mineralnych do makijażu, które szczerze polecam. Nie tylko ze względu na prosty skład, ale także naturalny wygląd na twarzy. Składy są także bardzo istotne dla kobiet w ciąży, które powinny unikać pewnych składników. Niestety, wciąż brak takiej świadomości i nawet lekarze nie ostrzegają kobiet w tej kwestii.

    Ciekawe blogi, gdzie mamy duży nacisk na składy, to np. blog SROKI i blog ITALIANY. Na pierwszym, znajdziemy wiele analiz (masa kosmetyków dla dzieci) i powiem szczerze, że oczy mi chciały wyjść ze zdziwienia, jak to pierwszy raz czytałam. U Italiany jest podejście nieco inne. Walczyła ona długo z trądzikiem, więc głęboko wniknęła w skład tego, co na twarz kładzie i przy okazji zaczęła przygotowywać dużo własnych kosmetyków. Polecam naprawdę ciekawe i rzetelne informacje na obu blogach.

  • TANIE - NIE ZNACZY ZŁE, A DROGIE - NIE ZNACZY DOBRE
    To bardzo dziwne, ale paradoksalnie im jestem starsza, mogę sobie na więcej pozwolić, tym mniej na kosmetyki wydaję i kupuje wiele z niższej półki. To nie jest tak, że nie zależy i na dbaniu o siebie. Po prostu okazało się, że masa drogich kosmetyków, to tylko wielka marża na kosmetykach, a składy mają podobne lub gorsze od wielu niskopółkowych, często naszych krajowych wyrobów.  Bardzo mnie cieszy, że to odkryłam. Kiedyś nie chciałam patrzeć na najniższe półki w sklepach, a teraz specjalnie tam zaglądam, szukając jakiegoś fajnego składu. Powiem szczerze, że poszłam, dalej i także z kolorówki używam wiele naprawdę tanich produktów i jestem bardziej zadowolona. Oczywiście, w każdym przedziale cenowym znajda się perełki, jednak ja uważam, że kosmetyki, to nie jest cel mojego życia, dlatego jeśli znajduję tani i dobry kosmetyk, to używam go wiernie :-)

  • APTECZNE KOSMETYKI NIE ZAWSZE SĄ CUDOWNE
    To także silnie się wiąże ze składami kosmetyków. Niestety, mimo opakowań przypominających leki, mimo informacji o cudownie czystych składnikach i odpowiedniej dla "dobrego kosmetyku" cenie, wiele takich kosmetyków nie grzeszy dobrymi składami. Po pierwsze kremy do twarzy zawierają często parafinę, masę silikonów, filtry przenikające, co bardzo wielu osobom szkodzi (te składniki się piętnuje w drogeryjnych kosmetykach). Po drugie, wiele z ich ma cenę zupełnie nieadekwatną do ilości składników czynnych, które zawierają. Nie mówię, że wszystkie te kosmetyki są złe, sama niektórych używam. Uważajmy jednak, by niepotrzebnie nie przepłacać za coś, co nie jest tego warte. Delikatne, apteczne opakowanie, nie zastąpi nam dobrego działania..
  • FILTRY NIE SA TAKIE STRASZNE
    Wiele lat nie stosowałam filtrów w ogóle. Co gorsza, potrafiłam chodzić nawet do solarium, żeby trochę "podleczyć" swój trądzik (cóż za głupi pomysł!?). Oczywiście zmieniło się to, szczególnie, że stosuję kosmetyki z kwasami, czy obecnie retinoidami. Moja świadomość się zmienia i zauważyłam, że też moje trądzikowe problemy są znacznie ograniczone, dzięki nie dopuszczaniu za dużo słońca do mojej cery. Nie przeszkadza mi treściwa formuła filtrów, szczególnie w kontekście używania minerałów (z klasycznym, płynnym fluidem, może być już różnie...). Osobiście polecam stosowanie filtrów jako profilaktykę przeciwstarzeniową. Nie uważam, że chodzenie w domu bez filtra jest przestępstwem (choć promienie UVA przenikają przez szyby), jednak bez filtra na zewnątrz wychodzę rzadko.

  • PROSTE KOSMETYKI RÓBMY SAMI
    Tak, jest masa sklepów z półproduktami, gdzie możemy zakupić składniki, których możemy używać nawet samodzielnie w pielęgnacji (np. woda różana zamiast delikatnego toniku, czy glinki zamiast drogeryjnych maseczek) lub dodawać np. do gotowych kremów. Najprostsze kosmetyki według mnie, tj. aktywne sera, czy toniki do twarzy, może stworzyć każda z nas. Na niektórych stronach, można także zakupić gotowe zestawy, które trzeba jedynie odpowiednio zmieszać w domu. Ja osobiście korzystam najczęściej ze stron: zrobsobiekrem, e-naturalne, naturalne-piekno, mazidla, czy biochemiaurody. Czasem coś też kupuję na Allegro. Polecam zainteresowanie się takimi kosmetykami. Nie dość, że działają, są w rozsądnych cenach, to dają nam jeszcze radość tworzenia!

  • NIE KUPUJMY KILKU PODOBNYCH PRODUKTÓW W JEDNYM CZASIE
    Uważam, że to bardzo ważne. Po pierwsze, jeśli będziemy używać kilku różnych jednocześnie, nie będziemy tak naprawdę wiedzieć, który na nas najlepiej działa lub nam szkodzi. Jeżeli robimy zapasy, także uważam, że nie ma to sensu. Zamrażamy w ten sposób nasze fundusze niepotrzebnie. Poza tym, kiedy jeszcze kosmetyk czeka na swoja kolej, może się przecież pojawić kolejny, ciekawszy i wtedy możemy dokonywać zakupów w nieskończoność.Może się także okazać, że kupując kilka kremów do twarzy, bo była okazja), możemy nie tak naprawdę nie zużyć ich przed upływem terminu  ważności. Szczególnie, jeśli stawiamy na kosmetyki pielęgnacyjne o bardziej naturalnych składach, pamiętajmy, że nie mają one długiego terminu przydatności. (zwykle ok. 6 miesięcy max.)

  • NIE SŁUCHAJMY BAJEK Z REKLAM
    W kontekście słów powyżej, może ten punkt nie być potrzebny, jednak postanowiłam go dodać. Jeśli chodzi o reklamy telewizyjne, to naprawdę mnie wkurzają. Najbardziej denerwują mnie reklamy leków, dzięki którym nasze społeczeństwo staje się lekomanami. Abstrahując jednak od tego, obecnie reklamy kosmetyków (także kolorowych), w większości przypadków mnie bawią. Wydumane opisy, gdzie to  jakie substancje nie wnikają, nie pokrywające się z rzeczywistości, wywołać mogą tylko taką reakcję. Podejrzewam jednak, że na masę nieświadomych kobiet, młodych dziewcząt szukających nowości lub złotej recepty na trądzik, taka reklama działa świetnie i przy kolejnej wizycie w drogerii, skuszą się na jeden z reklamowanych specyfików. Pamiętajmy jednak, wybierając się, np. do Rossmanna, czy nawet Sephory. .. złapmy porządnie za opakowanie i przeczytajmy skład. Może porównajmy go nawet z podobnym kosmetykiem. Będzie to dla nas wyznacznik, czy produkt faktycznie jest wyjątkowy.
Gdybym chciała zagłębiać się w każdy z tych punktów, to powstałby na każdy osobny post (a może i tak zrobię). Mam jednak nadzieje, że mój post zainspiruje kogoś do zmian we własnym podejściu do kosmetyków. Uważam, że warto.

Nie śledzę bloga Naomi, wpadłam na niego przypadkiem, ale muszę przyznać, że bardzo się cieszę. Po pierwsze, nie będę musiała myśleć o kosmetykach aż do kwietnia. Po drugie, skłoniło mnie to do refleksji na temat, czy faktycznie kupowanie niektórych z nich jest niezbędne oraz do zastanowienia się nad tym, jak wiele się zmieniło z moim kosmetycznym świecie, przez ostatnie kilka lat.

Pozdrawiam kosmetycznie w tę słoneczną, piekną niedzielę:-)
Mysza

6 komentarzy:

  1. wiedziałam, że czytanie składów jest ważne i przy kosmetykach do włosów pochłonęło mnie to zupełnie. w kosmetykach do twarzy również starałam się zaglądać na etykietkę, ale ostatnio przekonałam się że jednak przed zakupem sama będę analizować każdy składnik po kolei. najpierw analiza, później recenzje na blogach i wywiad środowiskowy :D i zanim coś kupię to tak będę robić (przynajmniej z kosmetykami do twarzy). dlaczego? bo jakoś w październiku kupiłam cetaphil md i od tego czasu było coraz gorzej, potem kupiłam aleppo i polepszyło się, ale od grudnia do połowy lutego masakryczna wysypka... pomyślałam, że to może wina kremu? no ale przecież na opakowaniu jak byk: niekomedogenny. analizuje skład a tam? silikony, gliceryna i peg'i, zwaliło mnie z nóg... tydzień nieużywania i już widzę lekką poprawę, chociaż dalej wysypuje mnie pojedynczo po jednej krosteczce. więc odstawiam md i dalej bawię się w szerloka :D
    mam jeszcze prośbę, mogłabyś polecić jakiś filrt godny zaufania (w miarę rozsądnej cenie)? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ah i co do wyzwania. bardzo chętnie przyłączyłabym się, ale ostatnio pokończyło mi się sporo rzeczy i wiem, że limit 3 dyszek mi nie wystarczy :( ;)

      Usuń
    2. Z filtrami nie jest tak łatwo niestety. Zwykle mają dość bogate składy i wiele z nich zawiera silikony. To dla mnie trochę taki kompromis między ochroną przeciwsłoneczną, efektem wizualnym i dbaniem o moja cerę. Dłuższy czas używałam Vichy Capital Soleil (SPF 50) - emulsji matującej (ok. 50 zł). Czasem się wałkował, więc wymaga dobrego podejścia. Za ok. 40 zł kupiłam 2 filtry Uriage: Bariesun (Creme sans perfume/sensitive skin, SPF 50) i Hyaseac fluide(skóra mieszana, SPF 30). Ten ostatni niby lekki, ale też potrafi się wałkować. Poza tym mam wrażenie, że coś mnie w nim zapycha. Bardziej mi chyba odpowiada ten Bariesun (pomarańczowy). Jeżeli nie masz tłustej skóry i nie przeszkadza Ci większa lepkość, to polecam filtr Babydream dla dzieci (ok. 15 zł). Sama go teraz używam, bo reszta trochę za sucha na przesuszona skórę. Odrzuciłam filtr Avene (tinted creme, SPF 50, ok. 50 zł). Zawiera filtr przenikający. Wszystkie filtry kupione były w promocjach w Superpharm - prócz Babydream oczywiście :-P Normalne ceny są przegięte. Trzeba szukać w necie, albo właśnie wypatrywać przecen.

      Tez nie wierzę już w ten opis "niekomedogenny" . Różnie przecież cery reagują :-P

      Możesz się zawsze dołączyć do wyzwania i ograniczać się w miarę możliwości. Wtedy zakupisz tylko to, co potrzebne :-)

      Pozdrawiam :-)

      Usuń
    3. Może spróbuj filtry Ziaja. Ostatnio Arsenic je polecała. Podobno nie są mega tłuściochami i mają dobrą cenę. Osobiście nie próbowałam, ale może warto :-)

      Usuń
  2. Spóźniłam się na akcję, niestety. Ale do następnej takiej chętnie się przyłączę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się pojawiają podobne co jakiś czas. Choć na pewno nie wszystkie blogerki lubią sobie odmawiać kupowania kosmetyków :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...