sobota, 15 lutego 2014

Styczeń treningowo + plan na 2. połowę chorowitego lutego :-)

Witajcie:-)

Uznałam, że należy się jakieś podsumowanie stycznia, którego nie zrobiłam wcześniej. Tym bardziej, że było Squat wyzwanie, z którego warto się rozliczyć. Styczeń był całkiem pracowity, w przeciwieństwie do ostatnich dwóch tygodni lutego, które wyłączyły mnie z treningów prawie całkowicie.

Odnośnie squat wyzwania, to faktycznie udało mi się je zrealizować w 100%. Pewnie nie wszystkim podobałaby się perspektywa ćwiczenia danej partii mięśni codziennie, ja jednak spróbowałam i swoje wnioski mam, dość pozytywne, choć z mieszanymi uczuciami. Za chwilę opowiem dlaczego. Tymczasem schemat mojego squat wyzwania na styczeń 2014 znajdziecie z prawej strony.

Jeśli chodzi o tryb,w jakim to wykonywałam, to nie uznałam tego za specjalnie uciążliwe. Co prawda, zrobienie 200-250 przysiadów zabiera już chwilę i dla mnie jest zbyt monotonne, jednak skoro ja wytrwałam, a lubię różnorodność, to dla niektórych będzie to pryszcz. Pod warunkiem, ze lubią przysiady i choć czasem je wykonują. Muszę jednak przyznać, że w ostatnim tygodniu wyzwania, trochę moje mięśnie poczuły zmęczenie. Wiem, że powinnam robić przerwy, ale założenie było, jakie było i uparłam się, że codziennie, to codziennie. Jeśli chodzi o efekt, nie narzekam, ale też nie mogę polecić każdemu takiego trybu. Mam jednak wrażenie, że perspektywa wykonywania czegoś codziennie, bardziej mnie motywuje. tak miałam z pompkami w zeszłym roku, czy ze skakanką w styczniu.

Właśnie, efekty. Trzeba przyznać, że mięśnie pośladków silnie reagują na taka ilość przysiadów. Pupa na pewno staje się nieco okrąglejsza i bardziej jędrna. A przecież to tylko miesiąc, stąd wniosek, że regularne wykonywanie przysiadów, może nam zapewnić fajne pośladki, jak zwykle jednak ważna jest systematyczność.

Jest jednak druga strona medalu. Jestem typową sylwetkową "gruszką" (O typach sylwetki możecie poczytać np TUTAJ) i moje uda tylko szukają okazji, na zwiększenie swej objętości. Nie jest ważne, czy to będzie dodatkowa porcja tłuszczu, czy też mięśni. Zawsze będą szczęśliwe. Zauważyłam bowiem, że oprócz efektu zgrabnej pupy, doznałam efektu masywniejszych ud, co średnio mi się podoba. W zasadzie, to jestem pogodzona z myślą, że drobnych udek nie będę miała nigdy (a może i nie chcę mieć...?), jednak jakiś przyrost był zauważalny, co nie każdemu może się podobać.  Prawdopodobnie robię za dużo przysiadów, ale po prostu bardzo lubię to ćwiczenie w każdej wersji, więc ciężko mi sobie odmówić w zasadzie przy każdym treningu. 

Tyle o squatach, teraz może w skrócie o reszcie treningowej ze stycznia. Treningi siłowe wykonywałam 3 razy w tygodniu, zgodnie z planem. Zwykle wykonuję treningi obwodowe, angażujące większość partii mięśniowych.  Udało mi się także do ich części zaangażować mojego faceta, więc to jest bardzo duży plus. Na razie nie dokładałam obciążenia, miałam taki plan na luty, ale z obecnej sytuacji widzę, że przesunie się na marzec. W każdym razie, wciąż ćwiczę sztanga 20 kg i sztangielkami 2 x 4,5 kg. Do treningów wykorzystuję tez czasem mniejsze hantelki, które łącze z wymienionymi, a także kółko rehabilitacyjne oraz sporadycznie motylek.Oczywiście, są też ćwiczenia bez obciążeń np. na brzuch.

Wykonałam też kilka treningów z You Tube, chyba zachęcona własnym postem :-P A może po prostu mi się przypomniało o pewnych zestawach, więc do nich powróciłam.

Zakupiłam w grudniu także drążek, więc uczę się podciągać. Niestety, na razie idzie mi to średnio. Jednak udźwignąć taki ciężar, jakim jestem ja sama, to jest wyzwanie. Trochę sobie pomagam, uczę się utrzymywać w górze nachwytem i podchwytem i liczę, że zacznę się po ludzku podciągać w najbliższych miesiącach.
Dołączyłam się także w styczniu do wyzwania Niebieskoszarej - "Styczeń bez słodyczy" i uważam, że to nie jest głupi pomysł. Zasadniczo jem mało słodyczy, ale okazało się, że mam jednak odruchy słodyczojada, których chyba udało mi się pozbyć. Nie jadłam nawet swoich ukochanych lodów, co jest naprawdę poświęceniem :-) Obecnie jednak nie chcę stawiać sobie takich ograniczeń. Dobrze wiem, że słodyczy nie jem dużo, zastępując je świeżymi i suszonymi owocami, orzechami, czy czasem nawet odżywką białkową z jogurtem naturalnym (super!). Dlatego właśnie, jeśli czasem zjem swoje ukochane lody (bez masy sztucznych dodatków - sosów, posypek etc.), mojej sylwetce i zdrowiu to nie zaszkodzi, a może i czasem pozytywnie wpłynie na mą psychikę :-)


Odnośnie planów na luty, to niestety, całkiem mi się posypały, ze względu na jakieś paskudne choróbsko, które nie chce się odczepić. Ostatni trening siłowy zrobiłam sobie 3 lutego (!) i później było już tylko gorzej... Pierwszy tydzień liczyłam, że jakoś przejdzie naturalnymi środkami, później udałam się do lekarza i jestem na antybiotyku. Zdarza się to średnio raz na 10 lat u mnie, więc jest to po prostu dla mnie szok. Oczywiście, wbrew zasadom logiki, ale zgodnie z trendami naszych czasów, nie poszłam na zwolnienie, a wzięłam jedynie jeden dzień wolny na koniec tygodnia, by przedłużyć sobie weekendowe dochodzenie do zdrowia...(ech te korporacje :-P)

Zatem plan na luty 2014 jest skromny:

  • Siłówka 3 x w tygodniu - klasycznie bez zmiany obciążenia. Zwiększenie obciążenia planuje na marzec i potem kolejne miesiące. Teraz, w okresie "rekonwalescencji" nie chcę się nadwyrężać. I tak 2 tygodnie bez ćwiczeń, to dla mnie dołujące doświadczenie i na pewno osłabiło moje siły.
  • Pajacyki na rozgrzewkę - muszę przyznać, że brakuje mi takich ćwiczeń, a taka dłuższa pajacykowa rozgrzewka może być całkiem przydatna. Mogę także potraktować to jako pochorobowe krótkie wyzwanie i robić je codziennie. Może 500 będzie ok.  Zobaczymy, jak wyjdzie w praniu.
  • Podciąganie - dalsza praca przede mną. Myślę, że przy każdym treningu o drążek zahaczę. Zobaczę, jakie będą efekty:-)

Planuję tez wybrać się na rozruszanie do pobliskiego małego klubu fitness. Szczególnie interesują mnie zajęcia Aeroboxu, na które kiedyś uczęszczałam, ale być może, znajdę tak jeszcze coś dla siebie. Poza tym, chciałabym zacząć biegać, kiedy się trochę ociepli. Liczę, że zmobilizuje tym swoją połówkę, która ma trochę balastu do zrzucenia :-)

I to taki skrót z przeszłości i niedalekiej planowanej przyszłości. Mam nadzieję, że końcówka będzie lepsza niż początek lutego. Nie jestem przyzwyczajona do choroby, zdarza mi się to niezwykle rzadko, więc trzymajcie kciuki za szybkie pozbycie się tego paskudztwa.

Ja sobie siedzę grzecznie w domu, a Wam życzę spokojnej soboty, a w zasadzie weekendu :-)

Mysza

2 komentarze:

  1. Trzymam więc kciuki,masz bardzo ambitne plany,oby poszło Ci tak jak planujesz:)

    Nie wiem czy już pisałaś,ale jak wygląda dokładnie Twoja rozpiska?:) Szukam inspiracji bo u mnie ostatnio monotonnie dlatego pytam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki :-) Mam nadzieje, że choróbsko nie zabrało mi wszystkich sił :-)

      Jeśli potrzebujesz inspiracji, możesz wejść na górze na zakładkę TRENING i np. spojrzeć na posty pod opisem "Domowe treningi" i "Miesięczny zestaw treningów" albo też przeglądaj inne posty z tej zakładki. Jest tam trochę pojedynczych treningów siłowych i zestawów Power fit etc. Może też zainteresują Cie posty o burpees, pompkach, czy kółku rehabilitacyjnym, które są pomocne w treningach :-) U mnie tez nie ma szału z różnorodnością siłówki, ale może coś Ci wpadnie w oko :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...