Mieszka człowiek w środku większego miasta i tak naprawdę, ciężko mieć tu zawsze pod ręka naturalne produkty:-( Oczywiście, robię na tyle zdrowe zakupy, na ile pozwala mi dostępność produktów, jednak czasem lubię zakupić coś ciekawego, z gatunku wyrobów regionalnych. Może nie wszystkie te produkty można nazwać typowo dietetycznymi w nowoczesnym slangu, jednak nie znaczy to, że są niezdrowe. Idealnym miejscem do takich zakupów jest np. Jarmark Tradycyjny/Staropolski w centrum handlowym - w Łodzi widuję w M1 i w Porcie, a okazjonalnie Jarmark Wojewódzki (Piotrkowska), Święto Łodzi(a może dni Łodzi?! - Piotrkowska). Kilkakrotnie uczestniczyłam też w regionalnych imprezach w Manufakturze(plenerowo-na rynku), ale z jaką okazją były powiązane, ciężko mi teraz powiedzieć. W każdym razie, najczęściej pojawiam się w M1(mam najbliżej) i tam owe regionalnie wydarzenia odbywają się dwa razy w miesiącu, jednak kiedy tylko trafiam na taka okazję, staram się z niej skorzystać:-)
Jarmark przeznaczony jest z założenia dla wielbicieli tradycyjnych smaków polskiej kuchni. Swoje stoiska, mają tam rodzinne firmy, które
pokoleń trudnią się wyrobem produktów spożywczych dbając o zachowanie
najlepszych polskich tradycji kulinarnych.
Znaleźć zatem możemy całą gamę wędlin, kiełbas, kabanosów, kaszanek, czy pasztetów. Oczywiście nie brakuje także ryb (głównie wędzone), tradycyjnie wypiekanych chlebków, makaronów, wiejskich jaj, czy masła. Dostępna jest cała gama serów (nie kupimy ich w zwykłym sklepie), miody i
produkty pszczelarskie, a także słodkości -
sękacze, inne ciasta i ciasteczka. Dodatkowo możemy spotkać też warzywa i owoce z ekologicznych upraw, czy kiszonki, a także suszone owoce(bez konserwantów) i rośliny strączkowe. Uzupełnieniem są oczywiście naturalne soki, nalewki, piwa czy kwas chlebowy.
Kupić tutaj możemy także słoiki z przetworami owocowymi i warzywnymi, chrzany, ćwikły i naturalne przyprawy. Pewnie coś pominęłam, ale najlepiej przyjść, nasycić się widokiem i zapachem tych pyszności i kupić choć trochę owego regionalnego dobrodziejstwa:-)
Ja nie zrobiłam wielkich zakupów, bo przecież ktoś to musi potem zjeść, ale po trochu z każdej działki skubnęłam. Pomyślałam, że może kogoś zainteresują, toteż przedstawiam je poniżej. Niestety, produkty takie, nie należą do najtańszych..., ale lepiej wydać troszkę więcej na mniejszą ilość takiego naturalnego produktu, niż "zaoszczędzić" na dużej ilości naszprycowanego chemią. Z takiego założenia wychodzę. Wiem dobrze, że można wiele wydać na zbędne pierdoły (nawet do jedzenia), dlatego wiem też, że można się powstrzymać od kupowania ich, żeby mieć na coś bardziej wartościowego:-)
NABIAŁ
MASŁO NATURALNE (z czosnkiem) - Zasadniczo kanapek wiele nie jadam - zdarzy się w szkole, zdarzy się w weekend na śniadanie. Pisałam już, że jeśli ktoś ma chęć posmarować koniecznie czymś tłustym swoja kromkę, to najlepiej wybrać masło naturalne, w żadnym wypadku żadne margaryny przepełnione tłuszczami trans(fuj!). Ja wybieram zazwyczaj masło extra (nie mixy śmietankowe) albo osełkowe, ale jeśli tylko mam okazje, kupuję całkowicie naturalne.To, dodatkowo jest z czosnkiem, wiec posmaczek jest milusi (jeśli ktoś preferuje oczywiście). Ja czosnek lubię bardzo i często używam go w swojej kuchni, co chyba wychodzi mi na dobre, bo nie pamiętam, kiedy byłam chora:-) W ogóle, od kiedy zmieniłam tryb życia, przestałam chorować.
RYBNIE
TREWAL WĘDZONY - Trewal jest drapieżną, morską rybą, która osiąga ok. 75 cm długości i 6 kg wagi. Jako uwędzony smakołyk, prezentuje się całkiem nieźle. Chyba nie miałam wcześniej okazji spróbować tej rybki. Na wakacjach, bardzo mi zasmakował karmazyn, ale niestety, jeszcze nie sezon na niego. Mięso trewala jest dość twarde, zbite, ale smaczne. Ości niby są duże i łatwo je usunąć, ale w bocznych częściach możemy nadziać się na jakieś niespodzianki (tak, były wczoraj w pracy...) Rybka ta nie jest bardzo tłusta (ale też nie strasznie chuda), ale jest fajnie mięsista, trochę kojarzy mi się z dorszem z konsystencji, a z makrelą w smaku. Nie jestem jednak znawcą ryb, więc może jest jakieś lepsze porównanie.
Z rybami wędzonymi jest jeden problem (i nie tylko z rybami). W dymie
wędzarniczym mogą występować wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, które są
zaliczane do substancji silnie rakotwórczych. Stąd prosty wniosek, że należałoby ograniczyć jedzenie ryb wędzonych. Nowe metody
wędzenia polegają na zastosowaniu specjalnych preparatów wędzarniczych.
Otrzymuje się je ze skroplonego dymu wędzarniczego lub z produktów
rozkładowej destylacji drewna, poddanych fizyko-chemicznej obróbce w celu uwolnienia ich od niepożądanych składników. Nie brzmi to zachęcająco, gdyż na pewno ta druga metoda naturalną nie jest. Ja bym całkiem nie odrzucała ryb wędzonych, ale tez nie jadajmy ich na co dzień.
PAPRYKARZ Z ŁOSOSIA - ten specyfik wypatrzył mój połówek. Szczerze mówiąc, ja preferuję pokarmy w ich najprostszej postaci. Ewentualnie sama wolę przetworzyć taki podstawowy produkt do innej, bardziej skomplikowanej formy. Uległam jednak i postanowiłam spróbować i powiem, że nie żałuję. Właściciel stoiska mówił prawdę. Ryżu za dużo w środku nie ma, jest za to dużo ryby i papryki:-) Dla odmiany, można czasem spróbować, chociaż i tak wolałabym coś takiego zrobić sama:-)
INNE TAKIE...
SUSZONE OWOCE(JAGODY) GOJI - Kolcowój szkarłatny (Lycium barbarum) pochodzi z Chin i ostatnio jest coraz bardziej znana i popularna. Owoce te, pełnią ważną rolę w tradycyjnej
medycynie chińskiej. To, co znalazłam na ich temat, dosłownie mnie powaliło. Spożywanie jagód goji bardzo dobrze wpływa na wzrok, zwiększa wytrzymałość,
pobudza, poprawia krew, osłania wątrobę, wzmacnia układ trawienny,
opóźnia efekty starzenia, stymuluje układ odpornościowy, obniża
ciśnienie krwi, zwalcza otyłość, wykazuje działanie antynowotworowe, wspomaga
budowę nowych komórek oraz regenerację tych zniszczonych, działa
wzmacniająco na stawy i kości, pomaga przy alergiach i wysypkach skórnych, ma właściwości
antybakteryjne i przeciwgrzybicze, opóźnia procesy starzenia, poprawia nastrój, likwiduje zmęczenie i usprawnia pamięć.Ufff....trochę tego jest:-)Wszystko to jest możliwe, gdyż owoce goji zawierają aż 11 minerałów i masę śladowych minerałów - szczególnie ważne dla nas: wapń, potas, żelazo, cynk, selen, a także tryptofan, miedź, german, czy fosfor. Mają w sobie więcej beta-karotenu niż marchew, polisacharydy, zeaksynę, witaminę B1, B2, B6, E oraz prawdziwe bogactwo witaminy C (szacuje się, że w 100 g jest aż 2500 mg). Może część, to już jakiś marketing, ale generalnie widzę, że jest potencjał. Będę zatem kupowała częściej. W smaku są w miarę neutralne, lekko słodkawe, mają minimalnie kwaśny posmak. Chrupię je sobie same lub dodaję rano do muesli.
CIECIERZYCA (Cicer Arietinum , tzw. groch włoski) - Ziarna ciecierzycy od tysięcy lat stanowią podstawę diety w różnych zakątkach
świata. Nic dziwnego, skoro jest ona skarbnicą minerałów i witamin, a białko w niej zawarte może zastąpić białko zwierzęce. Oczywiście im dalej w las, tym więcej drzew i znów wnikając głębiej, ucieszyłam się niezmiernie z prezentowanych przez nią walorów. Ciecierzyca zawiera
kwas foliowy, żelazo, witaminy z grupy B, fosfor. Jedzenie cieciorki pozwala nam odżywić mózg, poprawić odporność, wzmocnić serce. Dodatkowo, ma dobry wpływ na włosy i skórę. Pomyślałam teraz, ze stanowczo za rzadko ja kupuję...:-P Ja wybierałabym bardziej suche ziarna, choć zdarzyło mi się w nagłej sytuacji skorzystać z ciecierzycy puszce. Smakuje dobrze, tylko pytanie, czym jest konserwowana (teraz nie pamiętam). Cieciorka ma łagodny smak, dlatego często urozmaica się ja dodatkami. Może stanowić swoistą bazę do posiłków lub sama funkcjonuje, jako dodatek. Przygotowywać możemy z niej szybkie i zdrowe dania lub dodatki: sałatki, zupy i inne ciepłe dania, farsze, kotleciki, kremy, pasty i inne takie. Popularny jest hummus ciecierzycy (rodzaj pasty) , ale osobiście jeszcze go nie jadłam ani nie robiłam. Na pewno spróbuję w najbliższym czasie. Dziś przygotuje kurczaka z cieciorką, papryką i pomidorami...zobaczymy, co mi z tego wyjdzie.Namoczona od wczoraj czeka:-)
Tu już będzie krótko:
KIEŁBASA Z DZIKA -dość tłusta, pożarta prawie w całości przez moja połówkę. Chwalił:-)
KIEŁBASA STAROPOLSKA - ta chudziutka, pachnąca i pyszna...w sumie ja zjadłam całą.
KASZANKA TRADYCYJNA - co prawda tylko spróbowałam, ale jest naprawdę smaczna:-)
...I OGÓRKI MAŁOSOLNE - nie ma co komentować, po prostu pyszne;-)
Często kiełbasy i kaszanki nie jadam (jak widać, za dużo jej nie kupiliśmy). Bardziej mój towarzysz, ale czasem na kawałek się skuszę. Zasadniczo, jadam tylko te naturalną, która kupię właśnie np. na takich jarmarkach, bo innej się po prostu trochę boję...:-) Producenci prześcigają się w obniżaniu cen takich wyrobów, tym samym obniżając ich jakość, zmniejszając drastycznie zawartość w nich mięsa, a faszerujac w zamian paskudna chemią.
W jednym z artykułów z zeszłego roku, znalazłam takie małe porównanie składu tradycyjnej i przeciętnej, taniej kiełbasy. Cały artykuł można przeczytać TUTAJ.
Podobno, oprócz przeczytania składu (jeśli jest w ogóle dostępny) wystarczy nacisnąć i sprawdzić, czy skapuje woda. Jeśli tak, to lepiej takiej kiełbasy nie kupować. Jeśli mamy podany skład, to nie kupujmy kiełbas zawierających MOM, czyli mięso oddzielane mechanicznie. TO COŚ, to odpad zawierający same resztki - skóry, ścięgna, a nawet zmielone kości...ble!
Za wiele produktów nie zakupiłam (dłużej trwało ich opisanie, niż jedzenie), ale w sumie coś tam już w lodówce miałam, więc nie chciałam, żeby się zmarnowało. Ogólnie mówiąc, od pewnego czasu bardzo pilnuje, żeby nie kupować w nadmiarze i nie wyrzucać. TO, co ludzie teraz robią, to jest jakas tragedia. Powszechny konsumcjonizm objawia się także podczas zakupów spożywczych. Widzę gdzieś tam światełko, bo jednak poznaję trochę osób, które są uświadomione, część nawet żyje bardziej świadomie dzięki mnie (jestem z siebie dumna), jednak jest wciąż ta druga strona mocy, która według mnie stanowi większość:-( Kupujmy zatem z rozsądkiem, tyle ile zdążymy przejeść. Nie dajmy się złapać zachciankom, skoro później połowa ma trafić do kosza. Tym bardziej, że chcemy się odżywiać zdrowo, jak najmniej przetworzoną żywnością, a takie produkty maja zwykle krótki termin przydatności.00
Zachęcam do poszukania w swojej okolicy takich miejsc (może jarmarków, a może lokalnych sprzedawców, którzy są gdzieś blisko) i robienia tam zakupów. Zazdroszczę troszkę tym wszystkim, których rodzice,trudnią się w przygotowywaniu tradycyjnych wyrobów i mają to na co dzień w domu...:-P
Smacznie pozdrawiam:-)
Mysza


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz