Jeśli chodzi o sałatki, to wenie twórczej u mnie chyba nie ma końca...:-) Skoro biorę do pracy "sałatkę" prawie codziennie, to znajduje to wyraz na blogu. Czasem zabieram do pracy po prostu jakieś białko + warzywa luzem (np. pierś z kurczaka / jaja / ryba + papryka / pomidor / seler naciowy / ogórek), a czasem jest to typowa sałatka - zwykle z tego, co mam pod ręką. O tym, co najczęściej biorę do pracy pisałam kiedyś TUTAJ i trochę TUTAJ. Było to jakiś czas temu, większość jest jednak wciąż aktualna.
.
A oto sałatka z wędzonym kurczakiem, którą dziś zabrałam ze sobą do pracy:
SKŁADNIKI:
- 1 wędzone udko kurczaka
- 1/2 papryki czerwonej
- 1/2 awokado
- 2 większe pomidory suszone (z oleju)
- Seler naciowy - 3 cienkie łodyżki z liśćmi
- Kapusta pekińska - bardziej zielone części
- Oliwa z oliwek - co najmniej 1 łyżka
- Nasiona słonecznika-według uznania
- Pieprz kolorowy (z młynka) - odrobina
- Pietruszka suszona -odrobina
Składniki kroję na dowolne cząski, mieszam...lekko posypuje przyprawami i śniadanko do pracy gotowe!. Nie jestem zwolenniczką mocnego przyprawiania sałatek. Tak napawdę, to najczęściej nie przyprawiam ich w ogóle - wolę, żeby to rózne smaki z produktów, których używałam, przenikały się wzajemnie. Bardziej chodzi mi o to, by użyć różnorodnych składników i co ciekawe - bardzo często uwzględniam zestawienie kolorystyczne. Musi być kolorowo i pożywnie :-)
Obecnie, dużo mniej używam warzyw z puszki, staram się wybierać jak
najbardziej naturalne produkty. Moja świadomość wzrasta z dnia na dzień -
szczególnie po przeczytaniu książki "Zamień chemię na jedzenie" i
obecnie coraz ważniejsze staje się nie tylko, co jem, ale skąd dany
produkt pochodzi, gdzie i w jaki sposób został wyprodukowany, czyli tak
naprawdę - co się w nim zawiera. Byle jak najmniej zbędnej chemii, która
wcale nie pomaga, a jedynie może zrujnować nasze zdrowie. Kwestie
chemii w jedzeniu, na pewno będę poruszała częściej, choć przyznam, że
wciąż jest to temat do zgłębienia. Ogólne informacje posiadam już od
dawna, ale z wielu spraw, nie zdawałam sobie do tej pory sprawy, dlatego
próbuje od początku roku wprowadzić w tej kwestii trochę zmian:-) Polecam te książkę szczególnie wszystkim rodzicom, dbającym o zdrowie swoje i swojej rodziny (szczególnie swoich pociech) i oczywiście każdemu, kto chce wyeliminować kolejne szkodliwe czynniki ze swojego użycia. Uważam, że naprawdę warto :-)A tymczasem życzę Smacznego!
Mysza
mniaaam! :)
OdpowiedzUsuń