Kupienie porządnej ryby, wbrew pozorom, wcale nie jest takie proste. W niewielu sklepach koło mnie coś się znajdzie, a w większości są to jakieś specyficzne mrożonki, pokryte ostra glazurą. Podobnie, jak ryby mrożone w hipermarketach. Najlepsze są specjalne sklepy/delikatesy rybne lub małe sklepiki. Przynajmniej ja mam takie łódzkie doświadczenia. W nowym miejscu zamieszkania, niezbędnym było znalezienie nowego rybnego miejsca. Znalazłam je na Czerwonym Rynku przy Rzgowskiej. Jeśli ktoś mieszka w Łodzi i szuka ryb w każdej postaci - to tam jest naprawdę świetny wybór.
Poniżej mój rybny obiadek. Zapewne można przygotować jakąś lżejszą wersje całości. Ja jednak otrzymałam wyraźna błagalną prośbę o ziemniaki na obiad, dlatego dziś one się tu znajdę. Nie jadam ziemniaków za często i myślę, że nawet mi to służy, jednak nie jestem jakąś całkowitą ich przeciwniczką. Poza tym kojarzą mi się zawsze z babcinym obiadem, wiec przesłanie, mimo wszystko, jest pozytywne. Ryba w sosie pasuje praktycznie do wszystkiego - ryż, makaron, nawet kasza....więc dobrać można dowolnie. Na ziemniaki przystałam, ale na rybę smażoną w panierce już się nie zgadzam, dlatego zrobiłam moją własną wersję, która została zjedzona ze smakiem, nie tylko przeze mnie :-)
SKŁADNIKI:
- Filet z miruny
- Świeży czosnek
- Śmietana (ja miałam 18%, pewnie 12% też może być)
- Przyprawy: przyprawa do rosołu (jarzynka-przyprawy z podlasia), pietruszka suszona, czosnek niedźwiedzi, koperek, sól & pieprz
- odrobina mąki - opcjonalnie
- Kroimy filet na mniejsze części, wrzucamy na chwilę na patelnię - do tego tylko sól + pieprz
- Gdy ryba już się "zetnie" dolewamy gorącej wody z czajnika , wsypujemy jarzynkę, zioła, do tego wyciśnięty świeży czosnek. Dusimy wszystko razem, żeby wydobyć wszystkie smaki.
- Mieszamy w naczyniu stopniowo śmietanę z powstałym wodnistym sosem i wlewamy na patelnię.
- Woda trochę odparuje, ale sos będzie i tak bardzo rzadki. Do mojego obiadu za bardzo taki nie pasował, więc wymieszałam trochę owego "sosu" z połową łyżki mąki razowej i dodałam te mieszankę, żeby zagęścić jednak ten sos. Jeśli ktoś uważa, że będzie to za ciężkie, a będzie potrawkę jadł np. z ryżem, to wersja bez mąki na pewno będzie wystarczająca. Mi jednak do ziemniaków i fasolki, jakoś taki wodnisty sos nie pasował. Taka ilość mąki na całą potrawę, na pewno nas nie zabije :)
A oto cały efekt obiadowy. Sobotni obiad w całej swej okazałości. Nam bardzo smakowało, więc mam nadzieję, że i innym zasmakuje :-) Smacznego życzę zatem i myślę nad następnymi pomysłami na rybę.
Jedzmy ryby - to samo zdrowie!
Mysza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz